Tunis – magiczne miasto zdobyte!

Do Tunisu wjechaliśmy przez Bab Bhar – francuską bramę. Widok tego monumentalnego budynku zaparł mi dech w piersiach. Zanim jednak tam dotarliśmy nasze auto jechało najdłuższą chyba ulica jaką było mi dane widzieć na oczy. Pięknie położona droga z obu stron otoczona morzem zrobiła na nas spore wrażenie – które jednak zniknęło wraz z pojawieniem się w zasięgu wzroku Bab Bhar. Choćby dla tej bramy warto było jechać taki kawał świata i spędzić tyle godzin w podróży. Nawet słuchając problemów żołądkowych sąsiada na statku. A to dopiero początek.

Nasza przewodniczka, urocza młoda dziewczyna z Wrocławia bardzo chętnie odpowiadała na nasze pytania odnośnie tej budowli. Wyglądem przypominała mi łuki triumfalne, jakie można podziwiać we wszystkich tych europejskich krajach do których dotarli swego czasu rzymscy legioniści.
Niedaleko bramy znajdował się nasz hotel, więc każdy czym prędzej udał się do swojego pokoju, by móc się rozpakować. Zajęło nam to około 20 minut, więc mieliśmy jeszcze całe przedpołudnie, które można było poświęcić na zwiedzanie starego miasta w Tunisie. Wrocławianka powiedziała nam, że popołudniu mamy zaplanowaną pierwszą wycieczkę – pojedziemy do słynnej Kartaginy.

Zanim jednak odwiedziliśmy stolicę fenickiego imperium udało nam się przejść niezliczoną ilość wąskich uliczek w Tunisie, na których panował niesamowity tłok. Przed obiadem mieliśmy też okazję odwiedzić kolejny znany tunezyjski zabytek – meczet Zaytuna. Jak nakazuje tradycja i wiara muzułmańska, przed wejściem każdy musiał zdjąć buty, by mieć prawo wejścia do świątyni.

Przed samym obiadem dotarliśmy jeszcze na targowiska, gdzie  rdzenni tunezyjczycy sprzedawali zarówno pamiątki jaki i owoce i warzywa. Przewodniczka ostrzegała nas, przed robieniem tu zakupów spożywczych, bo całą resztę wakacji możemy spędzić w hotelowej toalecie. Mimo, iż byłem przekonany o odporności mojego żołądka nie skusiłem się. Podobno europejczycy po prostu nie są przystosowani.

Z targowiska wybraliśmy się do hotelowej restauracji na obiad, lekki i smaczny w dodatku zrobiony na modłę europejką. A miałem nadzieję na regionalne przysmaki… cóż, może następnym razem