Troglodyci, El Jem

Od rana, po zupełnie przespanej nocy, zabraliśmy się do zwiedzania. Mieliśmy okazję zobaczyć podziemne domy tzw.”Troglodytów”, czyli członków prymitywnych plemion, mieszkających w jaskiniach. Muszę przyznać, że nie wierzyłem to, by w tak niegościnnym zakątku świata ludzie mogli kiedyś funkcjonować. Ciemne i ziemne korytarze dziś będące turystyczną atrakcją kiedyś były przecież ich domem. Tu żyli, rodzili się i umierali, jedli i pili… Dla nas największym szokiem była różnica temperatur wewnątrz jaskiń i na zewnątrz. Na samą myśl o ponownym zwiedzaniu myślałem, że się przeziębię!

Następnym punktem dzisiejszej wycieczki był przejazd do El Jem. Jest to kolejne miasto na trasie w kierunku Tunisu, w którym znajdzie się parę rzeczy, które warto odwiedzić. Największą atrakcją jest trzecie co do wielkości rzymskie koloseum, w którym niegdyś na śmierć i życie walczyli gladiatorzy (ze sobą i zwierzętami) czy też odbywały się inne zabawy, mające na celu poprawienie nastrojów społecznych w tej podpitej przez rzymskie legiony ziemi. Całkiem dobrze zachowane mury dawnego cyrku wciąż epatują wielkością i przywołują wspomnienia krwawych walk i emocji jakie tu się pojawiały.

Gdy skończyliśmy zwiedzać koloseum, odkryłem malutka restauracyjkę, serwującą lokalne przysmaki. Zjadłem tam danie, którego nazwy niestety nie potrafię już przytoczyć. Wiem tylko, że składało się z mięsa, daktyli i dużej ilości tłuszczu oraz, że było pyszne!

Po tym lekkim obiedzie musieliśmy ruszyć dalej. Tym razem planowaliśmy przed zmierzchem dotrzeć do wybrzeża morza Śródziemnego, najlepiej do nadmorskiej Mahdi – bo tam czekały na nas zarezerwowane pokoje!

Cel został osiągnięty w porze kolacji, która zjedliśmy w restauracji hotelowej. Po posiłku, na samą myśł, że zamiast piasków możemy zobaczyć piękne i ogromne morze – wszyscy ruszyliśmy na plażę. Spacerowaliśmy nią do bardzo późnego wieczoru, wspominając wszystko to co przeszliśmy na pustyni. Nasza podróż powoli dobiegała końca.