ROMMEL PISTE

Off-Road to świetna rozrywka. Wielokrotnie brałem udział w takich imprezach w Polsce, bo bardzo lubiłem tego rodzaju adrenalinę. Więc jak tylko dowiedziałem się, że w naszym programie wyjazdu jest też zaplanowany mały rajd – byłem bardzo szczęśliwy.

Samochody terenowe były podstawione dla nas bardzo wcześnie rano, ale nie zniechęcało nas to ani trochę. To chyba efekt abstynencji poprzedniego wieczoru, albo tego że każdy po poprzedniej wycieczce zasnął niemal natychmiast po powrocie do hotelu i wyjątkowo się wyspał.

Znaliśmy nasz cel – Rommel Piste. To bardzo znana trasa offroadowa, zaczynająca się na kamienistej pustyni, która z czasem przeobraża się w górski kanion w paśmie Jebel-el-Nebeg. Samochody miały dużą moc i z werwą mijały kolejne zakręty. Momentami, bałem się, że wypadniemy z trasy – ale na szczęście mieliśmy wręcz doskonałych kierowców. Większość dnia spędziliśmy jedząc tymi trasami, ciesząc się jak małe dzieci. Na koniec kilkoro z nas odważyło się zmierzyć się z tą niezwykle trudną trasą. Musze się w tym miejscu pochwalić, bo ewidentnie miałem najlepsze czasy spośród amatorów jazdy w terenie. Co prawda, nikt tego nie mierzył – ale jestem przekonany, że dokładnie tak było!

Kończąc zmagania mistrzów kierownicy pojechaliśmy do kolejnej tunezyjskiej oazy: Touzeur. Ku naszej radości okazało się, że to kolejny “daktylowy raj”. Tutejsza oaza to największy w całej Tunezji daktylowy gaj. Tylu palm na raz chyba jeszcze nie widziałem, choć prawda jest taka, że wczorajsze daktyle były smaczniejsze.

Co ciekawe, tym razem nocleg mieliśmy nietypowy. Spaliśmy pod namiotami na okolicznym kempingu. Trochę na to krzywo patrzyłem, bo miałem nadzieję na wycieczkę do dyskoteki jakiejś, ale jak okazało się szybko – kilka osób było na to przygotowanych. Naprędce rozpalone ognisko okazało się strzałem w dziesiątkę, więc szybko uznałem kemping za wcale dobry pomysł.