Powrót do Tunisu

Ostatnie atrakcje wyjazdu czekały nas w drodze miedzy Mahidą a Tunisem. Zanim ruszyliśmy w drogę, przeszliśmy spacerem do latarni morskiej na Przylądku Afrykańskim. Tu rozpościerał się wspaniały widok na ostatnią granicę miedzy magiczną Afryką i “naszą” Europą – na Morze Śródziemne. Po spacerach znów zapakowaliśmy się do naszych samochodów, by tym razem odwiedzić inne miejsca: udało nam się zobaczyć Wielki Meczet oraz arabską (dla odmiany) twierdzę, która powstała w IX wieku naszej ery. Po zakończeniu zwiedzania przejechaliśmy na Cap Bon – miejsca, które słynie z ceramicznych wyrobów i pięknego starego miasta. Na zwiedzanie wszystkich jego zakątków straciliśmy bardzo dużo czasu, ale zdecydowanie było warto. Kupiłem tam sobie (od ulicznego handlarza, a jakże) piękne misy, które do dziś stanowią mój prywatny komplet pamiątek z tej podróży i doskonale nadają się do jedzenia!

Następnie odwiedziliśmy kolejne już na naszej trasie gorące źródła w Korbous. Oczywiście musieliśmy znaleźć kilka chwil by się przy nich zatrzymać i wykąpać się. Kojąca woda sprawiła, że znów nabraliśmy sił do dalszego imprezowania! Ale czas zabawy miał nadjeść później – gdy dotarliśmy z powrotem do Tunisu. To była nasza ostatnia noc w Afryce, więc pozwoliliśmy sobie na więcej jeżeli chodzi o czas zabawy. Do białego rana najwytrwalsi z naszej grupy okupowali miejscowe bary i dyskoteki, nie odpuszczając ani kolejki! Ostatnia noc w Afryce, musiała być gorąca i intensywna. W świetnych humorach, ale bardzo zmęczeni poszliśmy spać do tego samego pokoju, w którym początkowo byliśmy.

Na szczęście ja byłem bardziej przezorny niż większość moich współtowarzyszy i przed nocnymi balami zdążyłem kupić ostatnie pamiątki na targowisku w Tunisie. Wielu moich przyjaciół w Polsce czekała na mały prezent po moim powrocie równie mocno, jak i na same opowieści…