Oaza i daktyle

Z noclegu w Tamarzie ruszyliśmy w pieszą wycieczkę do oazy Mides. Na samą myśl byłem trochę przerażony, bo było na prawdę gorąco, ale na szczęście ani tempo marszu ani szlak nie były zbyt wymagające i nawet para emerytów z Sieradza nie miała z nimi problemów. Droga nie była za długa, a rozsądnie zaplanowane przerwy na uzupełnienie płynów dobrze wpłynęła na kondycję grupy.

Po drodze do Mides mieliśmy okazję zobaczyć coś niesamowicie ciekawego – otóż nagle przenieśliśmy się na Tatooin! Każdy fan Gwiezdnych Wojen ( a ja za takiego się uważam) wie co mam na myśli. Okazało się, że właśnie jesteśmy na pustynnej planecie, na której zaczyna się cała gwiezdna saga nakręcona przez Georga Lucasa. Na trasie naszej wycieczki znalazła się niewielki kanion, w którym kręcone te kluczowe dla całej historii sceny. Obowiązkowo fotografowałem całość, pilnując by nic mi nie umknęło. Taka okazja zdarza się raz w życiu. czułem się, jakbym znów miał kilkanaście lat i na żywo przezywał przygody kosmicznych bohaterów – niesamowite uczucie dla fanów gatunku!

W końcu dotarliśmy do Mides – górskiej oazy. Jak się dowiedzieliśmy słynnej w całej Tunezji z najsmaczniejszych daktyli, które rosną na tutejszych palmach. Oczywiście szybko oddaliśmy się degustacji nie bacząc na wcześniejsze ostrzeżenia przewodniczki o delikatności europejskich żołądków. Czułem się gotowy i na tyle odważny by spróbować tego smakołyku. Nie mylili się – tutejsze daktyle są wspaniałe! Jedliśmy je więc nieomal bez opamiętania i robiąc zapasy do Polski. Chociaż nie wiem, czy ktokolwiek się powstrzyma i nie zje ich w najbliższych dniach.

Gdy już zakończyliśmy zajadanie się daktylami nadszedł czas powrotu do Tamarzy, gdzie czekał na nas nocleg. Jutro kolejna wycieczka, więc większość z nas odpuściła sobie dzisiejsze imprezowanie. A szkoda. Podróż powrotna (już autobusem) też minęła raczej w ciszy – wszyscy byliśmy raczej zmęczeni, ale zadowoleni. Ja najbardziej ze zdjęć z Tatooinu, to trochę jak spełnienie marzenia z dzieciństwa.