Górskie oazy i kolejne ruiny

Piąty dzień od kiedy opuściliśmy Warszawę zaczął się dość wcześnie rano. Za oknem widać było, że dzień jest wyjątkowo (choć tu to chyba normalne) gorący. Po szybkim śniadaniu zaczęliśmy kolejny etap naszego zwiedzania. Rano zaplanowane było obejrzenie Hammamu – czyli specyficzne dla krajów Bliskiego Wschodu łaźnie. Weszliśmy do jednego z takich przybytków relaksu w Tunisie i od razu wiedzieliśmy, że można tu spędzić cały dzień. Gorące kąpiele, sauna i masaże to pierwsze co przyszło mi do głowy jako niezbędne do przetrwania dzisiejszego dnia. W końcu wczorajszego wieczoru udowadniałem, że Słowianie wiedzą jak się bawić do rana. Okazało się, że wczorajszy dzień odchorowuje więcej osób z naszej grupy – więc ochoczo zabraliśmy się do korzystania z proponowanej regeneracji. Moim osobisty faworytem była sauna. Po wyjściu z niej czułem się, jakby właśnie na nowo się urodził, zupełnie nie odczuwając skutków nocnych imprez.

Z Hammamu wyszliśmy po około 2 godzinach. Przy wyjściu przywitała nas przewodniczka i dziwny dźwięk roznoszący się po całym mieście. Jakby śpiew, ale straszliwie zawodzący. Okazało się, że to Muezzin – nawołujący Muzułmanów do przyjścia do meczetu – ponieważ przyszedł czas na modlitwę. Jakoś wcześniej nie zwróciłem na to uwagi, ale może to kwestia tego, że byłem tak podekstytowany tym miejscem. Muezzin zdawał się brzmieć irytująco, ale biorąc pod uwagę fakt, że to ja byłem gościem – trzeba było się przyzwyczaić.

Przed łaźniami czekał też autokar, który gotowy był zawieźć nas na kolejną eskapadę. Tym razem celem była miejscowość Sbeitla. Tu znów mieliśmy okazję zobaczyć ślady starożytnych cywilizacji, bo było tu wiele pozostałości po rzymskiej kolonii. Im więcej zobaczyłem tych ruin tym bardziej wyjątkowe się wydawały. Miałem na wyciągnięcie ręki mury, które powstały na długo zanim w Europie zaczęto myśleć nad budowaniem w kamieniu!

Wycieczkę zakończyła podróż autokarem do górskiej oazy Tamarza w której zostaliśmy na noc.